Zapowiadało się wyjątkowo dobrze. Lider opozycji białoruskiej, Aleksander Milinkiewicz oraz Angelika Borys zostali zaproszeni do Brukseli, spotkali się z przedstawicielami frakcji Parlamentu Europejskiego i z urzędnikami, udzielili wywiadów, rozmawiali z posłami z różnych krajów, nie tylko z tradycyjnie zainteresowanymi Polakami.
Ustalono wysłanie oficjalnej delegacji PE na Białoruś. Głos nękanej
białoruskiej opozycji był w ten sposób słyszalny w całej Europie, a
kwestia prześladowania polskiej mniejszości, jak zgodnie podkreślali
posłowie z różnych frakcji i państw podczas debaty 24 lutego, stała się
kwestią europejską. Wprowadzenie w szybkim trybie tego tematu pod obrady
Parlamentu Europejskiego jest także symbolem, że nie jest on sprawą
pozostawiona jedynie Polsce. Wypowiedzi poszczególnych posłów podczas
debaty także w większości napawały optymizmem, że przedstawiciele
europejskiego demos są przekonani o konieczności wspólnych europejskich
działań na rzecz wspierania procesu demokratyzacji Białorusi. Zabrakło
jednak wisienki na tym torcie. Postawienia kropki po potoku, skąd inąd,
wielu mądrych słów o sposobach wsparcia dla obywateli Białorusi.
Taką
kropką w przypadku debat w Parlamencie Europejskim jest uchwalenie
rezolucji. Wydawałoby się – naturalne zwieńczenie dyskusji, które
powinno nastąpić od razu po niej. Dałoby to jasny sygnał Łukaszence, że
Unia Europejska potrafi mówić jednym głosem i nie boi się klarownie
domagać poszanowania praw oraz wypełniania obowiązków, jakie spoczywają
na Białorusi, chociażby z powodu przynależności do OBWE. Jak zauważali
niektórzy posłowie, prawa człowieka nie są wewnętrzną sprawą Białorusi –
UE ma więc obowiązek reagować w przypadku ich łamania. Niestety na sam
koniec zabrakło sił na ten gest. Sprzeciw niektórych frakcji spowodował,
że rezolucja zostanie poddana pod głosowanie na najbliższej sesji – w
marcu. Można by zapytać, czy to coś zmieni? Czy nie liczy się sam fakt
jej uchwalenia, czy dwa tygodnie zwłoki odgrywają tu rolę? Czy nie
lepiej, jak twierdzą zwolennicy głosowania w marcu, poczekać na wnioski,
z jakimi powróci czteroosobowa delegacja PE, która 25 lutego wyjeżdża
na Białoruś? Zasadniczo można poczekać. Oczywiste jest, że teksty
przygotowywane dłużej, po lepszej analizie sytuacji i konsultacjach mogą
mieć większą wartość merytoryczną. Ale w polityce takie reguły nie
zawsze działają. Łamania praw człowieka są faktem. Tak samo jak faktem
jest, że Łukaszenka wprost nie wywiązuje się ze zobowiązań i nie
wychodzi naprzeciw dobrej woli Unii Europejskiej, starającej się
nawiązać dialog. W tym wypadku nie ma więc co czekać, na dalsze
ustalenia. Rezolucja była potrzebna od razu.
Parlament
Europejski nie do końca wykorzystał więc szansę, jaką daje mu Traktat z
Lizbony, intensywniejszego kreowania polityki zagranicznej UE. Z jednej
strony chciał to zrobić, ale jednak nie odważył się na ostateczny krok.
Szkoda. Czekając na wisienkę, należy więc teraz dobrze zastanowić się
nad krokami, jakie powinna podjąć Unia Europejska wobec Białorusi.
Konieczna jest bowiem całościowa strategia, wspierająca społeczeństwo
obywatelskie na Białorusi. Zastosowanie sankcji, które uderzą w
obywateli tego kraju jest wykluczone. Wskazane byłoby natomiast
wprowadzenie zakazu wjazdu do UE dla pracowników sektora bezpieczeństwa i
ich rodzin . Opór przeciwko sankcjom podkreślali sami przedstawiciele
białoruskiej opozycji. Angelika Borys jasno mówiła w Brukseli: „Ja jako
obywatel Białorusi nigdy od 2005 roku nie namawiałam do sankcji”.
Słusznie niektórzy posłowie podczas debaty wskazywali więc na inne
metody, sprawdzone podczas uchylania drzwi systemu komunistycznego przed
1989, które mogą wesprzeć demokratyzację wschodniego sąsiada UE. Przede
wszystkim należy ułatwić kontakty białoruskiego społeczeństwa z krajami
Unii. Oznacza to szybkie i sprawne uregulowanie dostępu do wiz, co
umożliwi obywatelom Białorusi podejmowanie studiów za granicą,
spotykanie się z partnerami w innych krajach, wymianę myśli, poznawanie,
co oznacza demokracja. Jednocześnie pilnować jednak trzeba, by te
kontakty nie kończyły się tak, jak udział młodej Białorusinki na
listopadowym Forum Społeczeństwa Obywatelskiego Partnerstwa Wschodniego w
Brukseli. Relegowanie dziewczyny z uczelni nie zachęci kolejnych
młodych ludzi do działalności na rzecz społeczeństwa obywatelskiego.
Trzeba zrobić wszystko, aby takie sytuacje się nie powtarzały.
Delegacja Parlamentu Europejskiego, udająca się na Białoruś, ale także
inni posłowie, powinni więc przygotować konkretny zestaw propozycji dla
Komisji Europejskiej. W kwietniu sprawą stosunków UE-Białoruś zająć się
mają ministrowie państw członkowskich. Dobrze, by do tego czasu
wszystkie instytucje: i Komisja i Parlament i Rada ustaliły wspólne
działania. Działania, którym towarzyszyć będą kroki dyplomatyczne,
prawne (zmiany w polityce wizowej) oraz środki finansowe, tak aby
konkretnie wspierać raczkujące społeczeństwo obywatelskie na Białorusi.
Agnieszka Łada